Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe
tyle razy myślałeś że wyjedziesz stąd
nie wracając jak wielu
to twoje i ich święte prawo mówiłeś
zresztą cóż cię tu trzyma jeśli nie konieczność
lekkość świtu obietnice poranka
młodość świata o zbyt wczesnej porze
czasem niskie spiętrzenia chmur
nad głową ich czuła przysłona
pozwalały widzieć twój zamiar
na moment w całej ostrości
wystarczyło zamknąć za sobą
skrzypiące drzwi od sieni
i schować w mankietach koszuli
zbyt kanciaste dłonie
a niezgrabne maniery
przyczesać jak niesforny kosmyk
o naiwności granicząca z cudem
o sztuczny kogucie przystrojony barwnie
w nie swoje piórka przed tobą były jeszcze
ciemne noce by zrozumieć istotę rzeczy