Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe
Dziadek Jan był w szpitalu. Mama, jego najstarsza córka,
miała trudną do spełnienia misję. Jechała za Nową Słupię,
lecz dla niej, wówczas, niemal na koniec świata.
W torebce trzymała butelkę z mętnym jak wyrok moczem,
liczne pytania tłukły się w jej głowie.
Czy zastanie znachora? Czy wysłucha jej pomimo tłumu,
który będzie oblegał podwórze i mały, drewniany domek?
Czy, wreszcie, wróci do domu z wieścią, od której można skamienieć?
Ta, ten nieznany jegomość nosił już w sobie zapowiedź jutra.
Tylko, kto powie, jaką?