Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe
w tym domu wszystko było już stare koślawe i przygarbione
jak starzec pochylone czasem
żyjące doprawdy jakimś cudem
jeszcze z sosnowych belek nie wywietrzał całkiem zapach
żywicznego lasu jeszcze dach kryty strzechą
choć omszały i potargany od wiatru
chronił siebie tylko wiadomym sposobem
z lękiem patrzących w górę domowników
jeszcze olbrzymie głazy granitowe znaczyły
jak dawniej cztery strony świata
i ganek z kolumienkami sień szeroka chłodna
wiodły przychodzących do tutejszej drogi
ale już cień gruszy ulęgałki mężniał i wyrastał
nad szczyt dachu i gniótł go do ziemi
już jesiony w rozwarte ręce chwytały
odłamki nieba kradnąc światło i błękit
ale już nie te drzewa niebo i pola
których kiedyś był dopełnieniem
stanowiły nowy krajobraz nie był
już częścią tamtej natury bezpowrotnie
wygnanej z raju eternitu