GMINNA I POWIATOWA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W RZECZNIOWIE

piątek, 21 marca 2025

Mój człowieku - Sławomir Chmielewski

  Wiersz ze zbiorku: Moje piekło i niebo

 

Jak możesz mój człowieku

Życiem swym tak szastać

Pan miłuje cię od wieków

Ty zaś w pychę obrastasz


Nie modlisz się mój człowieku

A z Bogiem się spoufalasz

I narzekasz od wieków

Wciąż się tylko użalasz


Do świątyni mój człowieku

Idziesz gdy jesteś w potrzebie

Zdaje ci się od wieków

Że już miejsce masz w niebie


To dla ciebie mój człowieku

Pan Bóg stworzył ten świat

Więc dlaczego od wieków

Brata zabija brat


Porzuć wszystko mój człowieku

zwróć się tylko do Boga

Tylko taka od wieków

Jest jedyna twa droga


Pomyśl tylko mój człowieku

Ile serce ma Bóg

że tak kocha od wieków

Tak miłuje swój lud.


środa, 5 marca 2025

słowo - Majka Sotowicz

Wiersz ze zbioru: Słowa jak motyle

 

wymówione słowo

znalazło odbiorcę


szczęśliwe


że nie zapadło w ciszę

w bolesnym bezruchu


 

piątek, 21 lutego 2025

szkic wieczorny - Waldemar Balcerowski

Wiersz ze zbioru: Rzeczniowskie notacje

 

 o zmierzchu bogowie pracy

zmierzają ku polnym trakom


już krew płynąca w głębi ziemi

łączy się z chłodem nocy

więc jadą wozami w mgielnym korowodzie


ich ciała silne za młodu

łopoczą na lekkim wietrze

ich twarze jak wykute w brązie


i tylko spierzchnięte ręce

szukają okruchów chleba

w kieszeniach drelichowej kurtki



wtorek, 4 lutego 2025

Pęknięte serce Marcysi - /bea/

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003. 

 

 

Było piękne lato. Słońce wyzłacało zboża, a chłopi zwozili ostatnie siano. We dworze Małachowskich nikt nie myślał o tym, co działo się na zewnątrz. W wielkiej sypialni było ciemno. Wszystkie okna były zasłonięte, tylko przez niewielką nieosłonioną część okna sączyło się letnie słońce.

Promienie padały na wielkie łoże, na którym spoczywała wojewodzina krakowska Kordula Małachowska. Posłano już po księdza bo nikt nie dawał jej już długich chwil życia.

toteż na dziedzińcu niecierpliwie wyczekiwała na niego największa powiernica pani Korduli - jej mamka, stara Marcysia. Cicho szeptała słowa modlitwy. Bała się o swą "małą dziewuszkę".

Alejką od kościoła koło stawów jechała już bryczka, widać ją było z oddali. Za chwilę przed dworkiem wysiadł ksiądz Nowakowski.

Nikt nie wyrzekł słowa, ale wszyscy cicho podążali za nim. Ksiądz wstrzymał ich ruchem ręki przed drzwiami pokoju chorej. Był tam dobre dwa kwadranse. Pan Małachowski cicho przechadzał się po korytarzu z miną pełną boleści. Oczekiwano. Żona cię wzywa - rekł ksiądz do Małachowskiego wychodząc. Pani chciała pożegnać się ze wszystkimi i teraz dały się słychać zawodzenia.

Uciszał, uspokajał ksiądz Nowakowski.

-Dajcie jej odejść bez żalu. Kochaliście ją, ona was też.

-Dajcie spokój.

Ucichły szlochy, ale zebrani ze smutkiem patrzyli na mamkę Korduli, jej powiernicę. Bowiem teraz ona miała wejść do swej pani. Serce starej kobiety zabiło niespokojnie. Stała daleko od innych zebranych, zgięta ciężarem lat i tego co ma przeżyć za chwilę. Weszła. Pani Małachowska leżała blada, mizerna. Choroba zostawiła ślady na tej pięknej i łagodnej niegdyś twarzy. Ból wykrzywił jej rysy. Marcysia chwyciła rękę swej pani. Ucałowała ją gorąco, przygarnęła do policzka. Łzy powoli spływały jej po twarzy.

-Cóż to Marcysiu - wyszeptała Kordula drżącym głosem.

Wyciągnęła rękę, by pogładzić siwe włosy swej mamki.

-Płaczesz?

-Nie moja kochana, to nie ja to serce. ono boli najbardziej. Przypominam sobie Ciebie małą kruszynę, którą karmiłam własną piersią, a teraz na co mi przyszło patrzeć - załkała.

-Nie płacz, dobrze mi było z wami, z tobą, może spotkamy się tam..., a teraz twoje łzy tak bardzo mnie bolą.

Stara Marcysia stłumiła szloch. Popatrzyła na swoją panią załzawionymi oczami. Do pokoju weszli zebrani za drzwiami. Pani Małachowska umierała. słońce było jeszcze wysoko, gdy w ciemnym pokoju zaczęto modlitwy za duszę zmarłej. Pogrzeb zaplanowano na 3 lipca. Ale następnego dnia okazało się, że trzeba wyprawić dwa pogrzeby. Bowiem służba znalazła w małym pokoiku starą Marcysię.

Jej twarz była spokojna, spotkała już swoją panią.

Dziś w kościele w Rzeczniowie oglądać można rzadkiej piękności pomnik oparty o północną ścianę kościoła. Ponad pomnikiem, mającym w górnej części ujęty w owalną ramę portret zmarłej pani, rozpościera się płaszcz.

Na lewo pogrążona w smutku siedzi niewiasta - piersi ma odsłonięte. Ma ona, jak niesie tradycja przypominać mamkę Małachowskiej, której na wieść o śmierci pani pękło serce.

Napis na tabliczce przy pomniku brzmi:

Korduli Małachowskiej

Wojewodzinie Krakowskiej

Jana Sochockiego starosty Krzeszowskiego

i Teresy z Czernych córce

Gdy po latach 53 życia a po 34 małżeństwa

w Rzeczniowie dnia 1 lipca R. po 1789

do wieczności została zawołana

mąż smutny, ukochanej żonie kamień ten

i ku pamiątce i ku wzbudzeniu westchnienia

wiernych przechodzących

postawić kazał

 

piątek, 24 stycznia 2025

Nie w sosie - Elżbieta Sobólska-Majewska

 Wiersz z książki: Wiersze z rękawa

 

- Od rana - mówi mama -

jesteś nie w sosie...

 

- Nie mam sosu w kieszeniach,

w butach, za kołnierzem.

Po prostu, na kanapie sobie leżę.

Nie mam ochoty na zabawy ani psoty.

I wszystko mam w nosie!

 

To znaczy, że jestem nie w sosie?!

 

czwartek, 2 stycznia 2025

Trzy dwuramienne krzyże - /bea/

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003.

 

Kiedy ucichła bitwa rzeczniowska (6 maja) u Czachowskiego nastąpiło poruszenie. Powstańcy byli zmęczeni walką, ciągłe utarczki z moskalami dawały im się we znaki. "Bitwa rzeczniowska wywołała szemranie. Wielu Galicjanów zażądało urlopów, jakoż opuścili obóz Bartoli, Julisz N. i inni." Czachowski został w smutnym i opłakanym położeniu. Przez gościńce Grabowca i Rzeczniowa ciągnęli oberwani, głodni i zmęczeni powstańcy, którzy nie chcieli już walczyć. Byli i tacy, których trawiła choroba, gorączka. Do miejscowego przytułku trafił stary powstaniec, leżą na posłaniu majaczył, wzywał swoich bliskich. Nikt nie znał jego nazwiska, ale umiano też mu pomóc.Chory zmarł nad ranem. Nikt wtedy nie przypuszczał, że to będzie początek nieszczęścia dla tych okolic. Z tym powstańcem przywędrowała do Rzeczniowa zaraza cholery. Niestety śmierć zaczęła zbierać żniwo. Umierały dzieci, dorośli też nie umieli przeć się chorobie. Zaraza brała żniwo. Umierały dzieci, dorośli też nie umieli oprzeć się chorobie.  Z mnogością zachorowań nie radzili sobie ludzie, nie pomagały żadne leki, przystawianie pijawek, krwawe bańki też nie skutkowały. Odgórne zarządzania służb medycznych, "okadzanie pomieszczeń przy zamkniętych drzwiach i oknach, następnie wietrzenie takowych przez trzy dni", wyścielanie pomieszczeń gałązkami drzew żywicznych - jodły, świerku, jałowca nie doprowadziły do zmniejszania zgonów.

Ludzie zaczęli się gorliwie modlić. Ci, którzy pozostali przy zdrowiu i mogli na chwilę choć opuścić swych bliskich zbierali się w kaplicy św. Restytuta prosząc swego patrona o pomoc i odwrócenie zarazy. Do najbardziej gorliwych i nieustających w modlitwie należała mała dziewczynka. Straciła już braci, umarł też ojciec. Matka zaś leżała od kilku dni, walcząc z chorobą. dziewczynka postanowiła spędzić noc na modlitwie i nocnym czuwaniu przed obrazem świętego, gdzie na zasuwie znajdowało się również Przemienienie Pańskie. Tak bardzo pragnęła, by ktoś pomógł wyrwać choć matkę ze szponów choroby. Znużona modlitwą zasnęła przed ołtarzem. rano nie wiedziała, czy to jawa, czy też sen, ale coś kazało jej wyjawić księdzu swoje widzenie. Już tego ranka pozostający przy zdrowiu mężczyźni wykonali trzy dwuramienne krzyże. Postawiono je przy drogach w Rzeczniowie, na Jelankę i na Grechów. Wieczorem ruszyła pierwsza procesja, tak było przez cały czas, codziennie aż do momentu ustąpienia zarazy. Mówiono później, że ta prorocza wizja uratowała wiele istnień i na zawsze odpędziła tę okropną chorobę. Wiara tej małej dziewczynki, gorące modlitwy wszystkich mieszkańców sprawiły, że nie tylko choroba ustąpiła, ale również umocniła się wiara ludzi w Boga. O zdarzeniach tych pamiętają rzeczniowiacy po dzień dzisiejszy uczestnicząc w corocznej pielgrzymce dziękczynnej do Ciepielowa na odpust św. Restytuta. Z trzech dwuramiennych krzyży, pozostał jeden, a na miejscu drugiego postawiono betonową kapliczkę.

 

 

środa, 18 grudnia 2024

celowo - Majka Sotowicz

 Wiersz ze zbioru: Słowa jak motyle

 

 celowo

nie urealniam

snów

chcę przemierzać

baśniowe krainy

i zbierać

na przebudzenie

uśmiechy

wymyślonych postaci

 

 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Tajemnicze miejsce - historia powstania kościoła w Rzeczniowie - Piotr Wójcik

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie przez Piotra Wójcika, uczenia kl. V PSP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 

 

Wszyscy lubimy czytać niezwykłe historie, różne baśnie i fantastyczne przygody.  Ale nikt z nas zapewne nie słyszał ani nie czytał historii o zwykłej krainie, gdzie mieszkają niezwykli ludzi, a w której zdarzyła się najdziwniejsza historia. Kraina ta nie znajduje się za siedmioma morzami, lecz prawie tuż, tuż koło nas!

dawno, dawno temu w miejscowości Rzeczniów żyli bardzo pobożni i bogobojni ludzi. Ale aby móc uczestniczyć w niedzielnych mszach i innych uroczystościach kościelnych musieli oni chodzić 10 km do sąsiedniej parafii. Pewnego dnia zebrali się wszyscy i postanowili wybudować własny kościół. Długo szukali właściwego miejsca, z którego kościół byłby dobrze widoczny z daleka i aby wszyscy mieli do niego równą drogę. Debatowali prawie miesiąc i nie mogli zdecydować się na właściwe miejsce. Wielu z nich poróżniło się między sobą. W końcu wybrali "Bakalarzową górkę". Ludzie ci byli bardzo pracowici, więc niemal od razu rozpoczęto zwózkę potrzebnego drzewa. I tu stała się rzecz nieprawdopodobna. Konie zatrzymały się w pół drogi i dalej nie chciały iść. Ludzie nie ustępowali, poganiali konie, wymieniali na inne ale to nic nie radziło. Konie stanęły w miejscu. Trwało to kilka miesięcy. W końcu ludzie własnymi rękami przenieśli materiał na wyznaczone przez siebie miejsce. Rano wszyscy mocno się zdziwili, gdyż wszystko drzewo było z powrotem na tym miejscu, w którym zatrzymały się konie. Ludzi ogarnął strach. Zastanawiali się dlaczego właśnie w tym miejscu zatrzymywały się konie, jak również drzewo nie wiedzieć czemu właśnie tu się przeniosło. Pomyśleli, że być może jest to znak od Boga, ponieważ sami nie mogli się zgodzić i wybrać miejsca gdzie ma stanąć kościół, więc miejsce na swoją świątynię wybrał im Bóg.

I tak wspólnymi siłami wybudowali piękny drewniany kościół. Mijały lata, przekazywano z ust do ust, a ludzie wciąż zastanawiali się nad tym dziwnym zdarzeniem i nad tym miejscem. Jak się później okazało w tym tajemniczym miejscu zmarł św. Restytut - legionista rzymski.

Kościół w Rzeczniowie jest pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, ale mieszkańcy nie zapomnieli o Restytucie. Co roku w niedzielę poprzedzającą Annę obchodzą uroczystość odpustową na jego cześć.

Całą tę historię opowiedziała mi pewna starsza pani, a teraz ja opowiadam ją wam.


 

 

środa, 20 listopada 2024

Śmierć czy ... - Sławomir Chmielewski

 Wiersz ze zbiorku: Moje piekło i niebo

 

Nie pijesz dzień, może dwa lub trzy

Tłumaczysz sobie pod kontrolą to mam

Lecz dojść do tego musisz sam TY

Czy ja jeszcze piję? - czy już chlam

 

Jeśli to pierwsze więc jestem chojrak

Chociaż do mety i tak niedaleko

Lecz jeśli drugie to jesteś wrak

Przed tobą już tylko DE - TOX

 

Powrócę jeszcze do tego pierwszego

By go spróbować zawrócić

Choć pewien jestem że i tak nic z tego

Bo rady moje odrzuci

 

Cóż jemu powiem nie pij kolego

Czy on sobie na to pozwoli

W mig mi odpowie - nie ucz drugiego

Kiedy sam jesteś - alkoholik

 

Z całym szacunkiem dla mnie i dla niego

Człowiek ten będzie obrażony

Ja też pomyślę - co mnie do tego

Do "nawracania" nie jestem stworzony

 

 I w tym momencie rozpłakać się muszę

A łez choć mych rzeka

Ja serca jego i tak nie wzruszę

Pomyślę tylko - szkoda człowieka


Coś ty za prorok powie mi ktoś

Dlaczego mam ci wierzyć

Kiedyś też byłem taki - twardy gość

Lecz dane mi było to przeżyć.


Zrozumieć mnie mogą tylko Ci

Którzy problem tenże znają

Pomóż Panie proszę tym

Co jeszcze piją - i tym co już chlą


Tu nie pomoże żona, rodzina

Matki błaganie, lekarzy "straszenie"

To sama musi przyjść godzina

Że trzeba wybrać śmierć czy trzeźwienie!


 

piątek, 1 listopada 2024

Ks. Stanisław zmarł w opinii świętości - /bea/

Opowieść spisana w zbiorku Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003.

 

Pod takim tytułem ukazał się artykuł /autor nieznany, prawdopodobnie ks. C. Galderón/ - w jubileuszowym numerze gazety "Correo" z dnia 14 IX 1973 r. Numer ten prawie w całości był poświęcony złotemu jubileuszowi działalności Salezjanów w Huancayo.

W związku ze 100-leciem misji Salezjańskich postanowiłem przetłumaczyć wspomniany artykuł, by umożliwić szerszym kręgom poznanie pięknej postaci naszego rodaka, Księdza Stanisława Kwietniewskiego.

Urodził się 13 listopada 1893 r. w Rzeczniowie, a umarł przed ukończeniem 39 lat, 21 października 1932 r. w Huancayo, którego mieszkańcy do dziś wspominają jako świętego.

Rodzicami ks. Stanisława byli Józef i Domitylla. Ojciec - dzielny i sumienny stolarz, matka - kochająca i oddana mężowi i dzieciom. oboje ubodzy lecz niezwykle bogaci duchowo. W szkole pobożności i pracowitości, jakim było domowe ognisko wzrastał mały Staszek.

Dzięki pewnemu szlachetnemu człowiekowi, który umiał dostrzec zdolności chłopca, Staszek udał się na dalszą naukę do Łodzi. Tu jako fryzjer zarabiał na własne utrzymanie i opłacanie nauki. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie. Mają 17 lat, poprzez lekturę Bollettino i Patagonii. Poruszony dogłębnie lekturą, postanowił zostać "lekarzem dusz", aby móc zanieść światło Ewangelii tym, którzy jeszcze jej nie znają. Po wielu trudnościach /Polska była wówczas pod zaborami/ w 1912 r. przybył do Daszawy, gdzie odbył aspiranturę. W 1916 r. w czasie I wojny światowej złożył pierwszą profesję. W 1919 r. podjął tytuł magistra teologii, a następnie na Gregorianum, doktorat z nauk filozoficznych. Miał zaledwie 28 lat.

Przełożeni wiedząc, że słabe zdrowie nie pozwala mu na dalsze wyczerpujące studia i pracę, zdecydowali w 1922 r. by przerwał naukę i wrócił do kraju. W tym samym roku w październiku, otrzymał święcenia kapłańskie. W 1923 r. udał się do Turynu, by wziąć udział w wyprawie misyjnej, organizowanej pod kierownictwem ks. Bp. Versiglia. jednak werdykt lekarski okazał się dla niego niepomyślny. Przełożeni skierowali go więc do Chieri, by tam odzyskał utracone siły. Dał się poznać w Chieri, jako gorliwy apostoł. W 1924 r. poprosił o zezwolenie do Peru, leczącym wszelkie dolegliwości. Prośbę uwzględniono i ks. Stanisław już w listopadzie znalazła się w Peru. Przeznaczono Go do pracy w Arequipa. Jego krótki pobyt w tym mieście pozostawił głęboki i trwały ślad wśród aspirantów, nowicjuszy i studentów filozofii, dla których ks. Stanisław był gorliwym nauczycielem, przewodnikiem i przykładem nie mającym równego sobie.