GMINNA I POWIATOWA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W RZECZNIOWIE

piątek, 24 stycznia 2025

Nie w sosie - Elżbieta Sobólska-Majewska

 Wiersz z książki: Wiersze z rękawa

 

- Od rana - mówi mama -

jesteś nie w sosie...

 

- Nie mam sosu w kieszeniach,

w butach, za kołnierzem.

Po prostu, na kanapie sobie leżę.

Nie mam ochoty na zabawy ani psoty.

I wszystko mam w nosie!

 

To znaczy, że jestem nie w sosie?!

 

czwartek, 2 stycznia 2025

Trzy dwuramienne krzyże - /bea/

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003.

 

Kiedy ucichła bitwa rzeczniowska (6 maja) u Czachowskiego nastąpiło poruszenie. Powstańcy byli zmęczeni walką, ciągłe utarczki z moskalami dawały im się we znaki. "Bitwa rzeczniowska wywołała szemranie. Wielu Galicjanów zażądało urlopów, jakoż opuścili obóz Bartoli, Julisz N. i inni." Czachowski został w smutnym i opłakanym położeniu. Przez gościńce Grabowca i Rzeczniowa ciągnęli oberwani, głodni i zmęczeni powstańcy, którzy nie chcieli już walczyć. Byli i tacy, których trawiła choroba, gorączka. Do miejscowego przytułku trafił stary powstaniec, leżą na posłaniu majaczył, wzywał swoich bliskich. Nikt nie znał jego nazwiska, ale umiano też mu pomóc.Chory zmarł nad ranem. Nikt wtedy nie przypuszczał, że to będzie początek nieszczęścia dla tych okolic. Z tym powstańcem przywędrowała do Rzeczniowa zaraza cholery. Niestety śmierć zaczęła zbierać żniwo. Umierały dzieci, dorośli też nie umieli przeć się chorobie. Zaraza brała żniwo. Umierały dzieci, dorośli też nie umieli oprzeć się chorobie.  Z mnogością zachorowań nie radzili sobie ludzie, nie pomagały żadne leki, przystawianie pijawek, krwawe bańki też nie skutkowały. Odgórne zarządzania służb medycznych, "okadzanie pomieszczeń przy zamkniętych drzwiach i oknach, następnie wietrzenie takowych przez trzy dni", wyścielanie pomieszczeń gałązkami drzew żywicznych - jodły, świerku, jałowca nie doprowadziły do zmniejszania zgonów.

Ludzie zaczęli się gorliwie modlić. Ci, którzy pozostali przy zdrowiu i mogli na chwilę choć opuścić swych bliskich zbierali się w kaplicy św. Restytuta prosząc swego patrona o pomoc i odwrócenie zarazy. Do najbardziej gorliwych i nieustających w modlitwie należała mała dziewczynka. Straciła już braci, umarł też ojciec. Matka zaś leżała od kilku dni, walcząc z chorobą. dziewczynka postanowiła spędzić noc na modlitwie i nocnym czuwaniu przed obrazem świętego, gdzie na zasuwie znajdowało się również Przemienienie Pańskie. Tak bardzo pragnęła, by ktoś pomógł wyrwać choć matkę ze szponów choroby. Znużona modlitwą zasnęła przed ołtarzem. rano nie wiedziała, czy to jawa, czy też sen, ale coś kazało jej wyjawić księdzu swoje widzenie. Już tego ranka pozostający przy zdrowiu mężczyźni wykonali trzy dwuramienne krzyże. Postawiono je przy drogach w Rzeczniowie, na Jelankę i na Grechów. Wieczorem ruszyła pierwsza procesja, tak było przez cały czas, codziennie aż do momentu ustąpienia zarazy. Mówiono później, że ta prorocza wizja uratowała wiele istnień i na zawsze odpędziła tę okropną chorobę. Wiara tej małej dziewczynki, gorące modlitwy wszystkich mieszkańców sprawiły, że nie tylko choroba ustąpiła, ale również umocniła się wiara ludzi w Boga. O zdarzeniach tych pamiętają rzeczniowiacy po dzień dzisiejszy uczestnicząc w corocznej pielgrzymce dziękczynnej do Ciepielowa na odpust św. Restytuta. Z trzech dwuramiennych krzyży, pozostał jeden, a na miejscu drugiego postawiono betonową kapliczkę.

 

 

środa, 18 grudnia 2024

celowo - Majka Sotowicz

 Wiersz ze zbioru: Słowa jak motyle

 

 celowo

nie urealniam

snów

chcę przemierzać

baśniowe krainy

i zbierać

na przebudzenie

uśmiechy

wymyślonych postaci

 

 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Tajemnicze miejsce - historia powstania kościoła w Rzeczniowie - Piotr Wójcik

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie przez Piotra Wójcika, uczenia kl. V PSP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 

 

Wszyscy lubimy czytać niezwykłe historie, różne baśnie i fantastyczne przygody.  Ale nikt z nas zapewne nie słyszał ani nie czytał historii o zwykłej krainie, gdzie mieszkają niezwykli ludzi, a w której zdarzyła się najdziwniejsza historia. Kraina ta nie znajduje się za siedmioma morzami, lecz prawie tuż, tuż koło nas!

dawno, dawno temu w miejscowości Rzeczniów żyli bardzo pobożni i bogobojni ludzi. Ale aby móc uczestniczyć w niedzielnych mszach i innych uroczystościach kościelnych musieli oni chodzić 10 km do sąsiedniej parafii. Pewnego dnia zebrali się wszyscy i postanowili wybudować własny kościół. Długo szukali właściwego miejsca, z którego kościół byłby dobrze widoczny z daleka i aby wszyscy mieli do niego równą drogę. Debatowali prawie miesiąc i nie mogli zdecydować się na właściwe miejsce. Wielu z nich poróżniło się między sobą. W końcu wybrali "Bakalarzową górkę". Ludzie ci byli bardzo pracowici, więc niemal od razu rozpoczęto zwózkę potrzebnego drzewa. I tu stała się rzecz nieprawdopodobna. Konie zatrzymały się w pół drogi i dalej nie chciały iść. Ludzie nie ustępowali, poganiali konie, wymieniali na inne ale to nic nie radziło. Konie stanęły w miejscu. Trwało to kilka miesięcy. W końcu ludzie własnymi rękami przenieśli materiał na wyznaczone przez siebie miejsce. Rano wszyscy mocno się zdziwili, gdyż wszystko drzewo było z powrotem na tym miejscu, w którym zatrzymały się konie. Ludzi ogarnął strach. Zastanawiali się dlaczego właśnie w tym miejscu zatrzymywały się konie, jak również drzewo nie wiedzieć czemu właśnie tu się przeniosło. Pomyśleli, że być może jest to znak od Boga, ponieważ sami nie mogli się zgodzić i wybrać miejsca gdzie ma stanąć kościół, więc miejsce na swoją świątynię wybrał im Bóg.

I tak wspólnymi siłami wybudowali piękny drewniany kościół. Mijały lata, przekazywano z ust do ust, a ludzie wciąż zastanawiali się nad tym dziwnym zdarzeniem i nad tym miejscem. Jak się później okazało w tym tajemniczym miejscu zmarł św. Restytut - legionista rzymski.

Kościół w Rzeczniowie jest pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP, ale mieszkańcy nie zapomnieli o Restytucie. Co roku w niedzielę poprzedzającą Annę obchodzą uroczystość odpustową na jego cześć.

Całą tę historię opowiedziała mi pewna starsza pani, a teraz ja opowiadam ją wam.


 

 

środa, 20 listopada 2024

Śmierć czy ... - Sławomir Chmielewski

 Wiersz ze zbiorku: Moje piekło i niebo

 

Nie pijesz dzień, może dwa lub trzy

Tłumaczysz sobie pod kontrolą to mam

Lecz dojść do tego musisz sam TY

Czy ja jeszcze piję? - czy już chlam

 

Jeśli to pierwsze więc jestem chojrak

Chociaż do mety i tak niedaleko

Lecz jeśli drugie to jesteś wrak

Przed tobą już tylko DE - TOX

 

Powrócę jeszcze do tego pierwszego

By go spróbować zawrócić

Choć pewien jestem że i tak nic z tego

Bo rady moje odrzuci

 

Cóż jemu powiem nie pij kolego

Czy on sobie na to pozwoli

W mig mi odpowie - nie ucz drugiego

Kiedy sam jesteś - alkoholik

 

Z całym szacunkiem dla mnie i dla niego

Człowiek ten będzie obrażony

Ja też pomyślę - co mnie do tego

Do "nawracania" nie jestem stworzony

 

 I w tym momencie rozpłakać się muszę

A łez choć mych rzeka

Ja serca jego i tak nie wzruszę

Pomyślę tylko - szkoda człowieka


Coś ty za prorok powie mi ktoś

Dlaczego mam ci wierzyć

Kiedyś też byłem taki - twardy gość

Lecz dane mi było to przeżyć.


Zrozumieć mnie mogą tylko Ci

Którzy problem tenże znają

Pomóż Panie proszę tym

Co jeszcze piją - i tym co już chlą


Tu nie pomoże żona, rodzina

Matki błaganie, lekarzy "straszenie"

To sama musi przyjść godzina

Że trzeba wybrać śmierć czy trzeźwienie!


 

piątek, 1 listopada 2024

Ks. Stanisław zmarł w opinii świętości - /bea/

Opowieść spisana w zbiorku Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003.

 

Pod takim tytułem ukazał się artykuł /autor nieznany, prawdopodobnie ks. C. Galderón/ - w jubileuszowym numerze gazety "Correo" z dnia 14 IX 1973 r. Numer ten prawie w całości był poświęcony złotemu jubileuszowi działalności Salezjanów w Huancayo.

W związku ze 100-leciem misji Salezjańskich postanowiłem przetłumaczyć wspomniany artykuł, by umożliwić szerszym kręgom poznanie pięknej postaci naszego rodaka, Księdza Stanisława Kwietniewskiego.

Urodził się 13 listopada 1893 r. w Rzeczniowie, a umarł przed ukończeniem 39 lat, 21 października 1932 r. w Huancayo, którego mieszkańcy do dziś wspominają jako świętego.

Rodzicami ks. Stanisława byli Józef i Domitylla. Ojciec - dzielny i sumienny stolarz, matka - kochająca i oddana mężowi i dzieciom. oboje ubodzy lecz niezwykle bogaci duchowo. W szkole pobożności i pracowitości, jakim było domowe ognisko wzrastał mały Staszek.

Dzięki pewnemu szlachetnemu człowiekowi, który umiał dostrzec zdolności chłopca, Staszek udał się na dalszą naukę do Łodzi. Tu jako fryzjer zarabiał na własne utrzymanie i opłacanie nauki. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie. Mają 17 lat, poprzez lekturę Bollettino i Patagonii. Poruszony dogłębnie lekturą, postanowił zostać "lekarzem dusz", aby móc zanieść światło Ewangelii tym, którzy jeszcze jej nie znają. Po wielu trudnościach /Polska była wówczas pod zaborami/ w 1912 r. przybył do Daszawy, gdzie odbył aspiranturę. W 1916 r. w czasie I wojny światowej złożył pierwszą profesję. W 1919 r. podjął tytuł magistra teologii, a następnie na Gregorianum, doktorat z nauk filozoficznych. Miał zaledwie 28 lat.

Przełożeni wiedząc, że słabe zdrowie nie pozwala mu na dalsze wyczerpujące studia i pracę, zdecydowali w 1922 r. by przerwał naukę i wrócił do kraju. W tym samym roku w październiku, otrzymał święcenia kapłańskie. W 1923 r. udał się do Turynu, by wziąć udział w wyprawie misyjnej, organizowanej pod kierownictwem ks. Bp. Versiglia. jednak werdykt lekarski okazał się dla niego niepomyślny. Przełożeni skierowali go więc do Chieri, by tam odzyskał utracone siły. Dał się poznać w Chieri, jako gorliwy apostoł. W 1924 r. poprosił o zezwolenie do Peru, leczącym wszelkie dolegliwości. Prośbę uwzględniono i ks. Stanisław już w listopadzie znalazła się w Peru. Przeznaczono Go do pracy w Arequipa. Jego krótki pobyt w tym mieście pozostawił głęboki i trwały ślad wśród aspirantów, nowicjuszy i studentów filozofii, dla których ks. Stanisław był gorliwym nauczycielem, przewodnikiem i przykładem nie mającym równego sobie.

piątek, 18 października 2024

rzeczniowski park - Waldemar Balcerowski

 Wiersz ze zbioru: Rzeczniowskie notacje

 

 ten park do czasu wypełniał dobrze swą posługę

w dolinie rzecznej po obu stronach wody


jak nikt rozumiał nasze osobne ścieżki

nagłe podrygi gniewu i dzikie radosne tańce


znał dziecięce sekrety powierzone jedynie pniom

klonowym liściom i wierzbowym witkom


butna młodość znaczyła czasem w nim ślady

gdy umykała przed nazbyt dorosłym światem


zanim stał się królestwem wron

zrzucających na nas memento

wznosił ręce ku chmurom i wyrastał z tego co ziemskie


czwartek, 3 października 2024

Legenda o kościele w Koniecpolu - Aleksandra Kocjan

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie przez Aleksandrę Kocjan, uczennicę kl. VI PSP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 

 

W naszej  miejscowości w Rzeczniowie znajduje się bardzo stary kościół. Fundatorami tej świątyni była rodzina Małachowskich.

Był to ród zamożny. Ziemie ich ciągnęły się aż pod Częstochowę. Rodzina ta na skraju swej ziemi w Koniecpolu oraz w Rzeczniowie postanowiła wybudować świątynie. Miały to być dwa identyczne kościoły w kształcie krzyża. Lecz człowiek, który miał zbudować kościół w Koniecpolu uznał, że będzie on za duży i zmniejszył jego rozmiary o pół metra. Według tych planów zbudowano kościół. Mijały miesiące. Budowa była w końcowej fazie. Główny nadzorca budowy wszedł na dach kościoła, aby dokonać ostatnich poprawek. Spojrzał z góry i dostrzegł nadjeżdżającego na koniu pana Małachowskiego. Przestraszył się, że może być ukarany za pomniejszenie kościoła i spadł z dachu. Równo rok po tragicznej śmierci budowniczego w nocy dookoła kościoła pojawiły się paliki znaczące jego pierwotne rozmiary. Nikt nie wiedział, kto je powbijał, lecz chodziły słuchy, że zrobił to duch zmarłego budowniczego. W koniecpolskim kościele zachował się obraz przedstawiający jeźdźca na koniu oraz mężczyznę leżącego przy końskich kopytach. Nieznany malarz uwiecznił na płótnie ową historię.


piątek, 20 września 2024

Piosenka gryka - Wanda Chodorowska

Wiersz ze zbioru: Myśli Rymowane

 

Piosenka "gryka"

Jak zegar tyka,

Dobrze taktuje,

Każdy to czuje.

 

Piosenka z żyta

Wcale nie pyta

Czy ją kto czuje,

Tylko walcuje.

 

Piosnka "pszenica"

Wszystkich zachwyca,

Migają spodnie,

Tańczy spódnica.

 

Sunie ochoczo

Jęczmień browarny,

Za nim dziewczyna

Z chłopakiem śwarnym.

 

Piosenka "owies" 

To tupot owiec

i ciepła wełna

Uciechy pełna.


Piosenka z "siana",

Polka "drygana"

Moja kochana,

Tańczmy do rana!


Piosenka z chmielu

Dąży do celu,

Wciąż chce tańcować,

Pragnie całować.


Piosenka "trawa"

Piękna zabawa.

Tańczmy do rana!

Moja kochana!


            Warszawa, 2002.07.14



środa, 4 września 2024

Karczma żyda Bencyjo - /bea/

 Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003

Jeśli będziecie kiedyś w Rzeczniowie to podejdźcie koniecznie na Bakalarzową Górkę. Spytacie gdzie to jest? Każde dziecko to powie, a ile z nią związanych historii. Starzy ludzie tak o niej opowiadają.

Dawno, bardzo dawno temu przy drodze wiodącej do Grabowca nieopodal rzeczki Krepianki na Bakalarzowej Górce stał dwór Małachowskich. I to jest prawda. Prawdą jest, że była tam opodal karczma żyda Bencyjo. Złą miała sławę. Miejscowe kobiety już nie raz płakały na swych mężów i narzeczonych. Żyd był chciwy, łasy na grosz ciężko przez chłopów zapracowany.

A, że w długie jesienne i zimowe wieczory na wsi bywało nudnie, to tu w karczmie wrzało. Żyd Bencyjo umiał zatrzymać gości u siebie. Chłopi grywali w karty, żyd wieczorami grał na skrzypcach, tu można było wysłuchać ciekawych historii ze świata.

W takie wieczory żydowi pomagała córka Rut. Piękna czarnooka, zawsze wesoła, uśmiechnięta. Nie tylko dla trunków i zabawy, ale także do pięknej Rut lgnęli mężczyźni. Przesiadywali w karczmie całe dnie i "zostawiali cały swój skromny majątek".

To też stało się, jak mówi przekaz, z młodym Józkiem mieszkającym przy drodze do Grabowca. Józek co wieczór zatapiał oczy w młodej szynkareczce, która uśmiechała się do niego, lecz nie robiła mu żadnych nadziei. Kiedy okazało się, że młoda Rut woli majątek bogatego kupca z Iłży, wlewał w siebie coraz więcej gorzałki.

Pewnego wieczoru założył się ze swoimi kompanami, że wypije 15 kufli piwa i jeszcze przed północą trafi do domu. Chciał tak zapomnieć o pięknej szynkareczce. Piwo wypił, zakład wygrał, ale do domu niestety nie trafił. Zdarzało mu się nie wrócić do domu na czas, toteż bliscy zaczęli go szukać dopiero dwa dni później. Dowiedziano się o zakładzie, toteż szukano go wpierw przy drodze do domu. Jego ciało znaleziono w moczarach nieopodal lasu kolonijnego. Nie mieli później spokoju goście żyda Bencyjo. Straszyło przed karczmą i w miejscu, gdzie utopił się Józek. Padł strach na okolicę. Karczma miał nadal powodzenie, bo przecież gdzieś trzeba było omówić ten nieszczęśliwy wypadek, jednak chłopi nie pili już takiej ilości trunków i nie przesiadywali do późna w nocy. By uspokoić sumienia kompani Józka zamówili mszę za duszę topielca i postanowili postawić kapliczkę w pobliskim lesie.

Upłynęło wiele lat od czasu tamtego zdarzenia. Ale do dziś dnia opowiadają o dwu zjawach, które ukazują się w okolicach moczar tym, którzy nadużywają alkoholu. Powiadają też, że biednego Józka sam czort włóczy po moczarach, a włóczyć go będzie do czasu, gdy "kawalircoki" z okolic - chłopaki dziarskie i harde, skłonne do zwady nie opamiętają się.

A czy to możliwe?