GMINNA I POWIATOWA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W RZECZNIOWIE

czwartek, 25 czerwca 2026

Miłość w Rzeczniowie - Grzegorz Rak

Fragment powieści Miłość w Rzeczniowie, 2018, s. 25-26.

W rzeczywistości łąki ciągnęły się przez całą wieś, przyrośnięte do Krępianki, niewielkiej rzeczki. Kiedyś, jeszcze przed regulacją, mimo że taka maleńka, potrafiła po zimie nieźle narozrabiać. Dziś okiełznana, płynęła wąskim, wyznaczonym jej korytku, coraz mniej przypominając rzekę, a coraz bardziej melioracyjny rów. Rzeka stanowiła z grubsza jedną z dwóch prowadzących przez wieś osi. Drugą była biegnąca przez Kolonię Rzeczniów, sam Rzeczniów aż do Jelanki z jednej a Rzeczniówkiem z drugiej strony, droga. Wyprowadzała swoimi mackami tutejszych ludzi nie tylko w ich pola, ale także cały świat, czyli do Grabowca, a dalej do Iłży, czyli do Sienna i dalej do samego Ostrowca, czyli na Pawliczkę i dalej do Lipska. Nie udawali się Rzeczniowiacy jednak , bo i po co, za często w te odległe rejony. Do pracy, do Zębca od jakiegoś czasu jeździli owszem zakładowym autobusem, ale to nieliczni. Przy tej drodze stały nie tylko drewniane, kryte strzechą chałupy. Trafiały się już wtedy, w sześćdziesiątych latach, pojedyncze budynki z białej cegły, a cementowe dachówki stopniowo wypierały niebezpieczne, bo łatwopalne strzechy. mniej więcej po środku wsi stał kościół z plebanią. w pobliżu szkoła. Stał sklep geesu, tegoż masarnia, hala, w której ku uciesze tutejszych dzieci nalewana do butelek oranżadę. Oranżada nie tylko posiadała niezwykły, nie do podrobienia smak. Równie ważne jak picie było jej otwieranie. Robiło się to poprzez uderzenie kantem dłoni w sprężynę specjalnego korka. Uderzać tak, aby otwierająca się oranżada wydała charakterystyczny syk, coś jak otwierany szampan, trzeba było umieć. Rzeczniowskie dzieci umiały.


 

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Ziemniaki w mundurkach - Waldemar Balcerowski

 Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe

Ziemniaki w mundurkach, dotowane w skórce,

to był jadłospis hodowanych zwierząt.

Nim z dodatkiem serwatki i śruty owsianej

trafiały do ich ryjków, pysków, mord czy też dziobów,

a następnie, już przetrawione, jak zbyteczny balast

były zsyłane na miękką podściółkę -

czekał na nich prysznic w przepastnym korycie.

Gable, sprawne ręce - te już wiedziały,

co robić mają z niesforną gromadą,

która nigdy sama nie weszła do wody.



czwartek, 28 maja 2026

Miłość w Rzeczniowie - Grzegorz Rak

 Fragment powieści Miłość w Rzeczniowie, 2018, s. 12.

Gnał po pustawej "siódemce" na spotkanie ciężarówki Andrzeja z Kielc. Odkręcił okno, powietrze przyjemnie chłodziło. Wcisnął klawisz radia. Złapała się jakaś lokalna stacja, chyba ostrowiecka. Jedna piosenka i wiadomości. Już chciał przełączyć, kiedy spiker rozpoczął informacje z ostatniej chwili: - W miejscowości Grabowiec doszło do tragicznego wypadku. Na drodze dojazdowej z sąsiedniej miejscowości - jak relacjonuje młodszy aspirant Borek - osobowy samochód zderzył się z ciągnikiem. Na miejscu zginęły dwie osoby, pasażerowie osobowego mercedesa. - Jak dalej relacjonuje młodszy aspirant Borek - tragedii dodaje fakt, ze było to świeżo poślubione małżeństwo. Ona - dwadzieścia cztery lata, on trzydzieści lat. Na miejscu jest nasz... - wyłączył radio. Niefart tych młodych ścisnął mu żołądek i jeszcze - czy to ten Grabowiec? Możliwe! Mogli jechać do Rzeczniowa. to możliwe, skoro radio Ostrowiec. Do tego ten Borek! Nazwisko z tamtych stron! Niedługo będę robił "małą trasę". Muszę zajrzeć do Rzeczniowa.. Tak, koniecznie!


poniedziałek, 4 maja 2026

Następstwo epok - Waldemar Balcerowski

Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe


Najpierw były żeliwne sagany i ocynkowane kotły.

Stawiało się je w drugiej kuchni, na płycie cez fajer.

Potem nastały parniki, rozwłóczące zapach

tlącego się drewna i węgla.

Jeszcze później pojawił się ich nowoczesny kuzyn-

elektryczny parnik. Ojciec, by zaoszczędzić na prądzie,

nastawiał jego zawartość na późną godzinę nocną.

Wszystko szło ku lepszemu, ale wystarczył dwudziesty

stopień zasilania, przepalony bezpiecznik, by znowu

wrócić do poprzednich epok.


środa, 22 kwietnia 2026

Dom dziadka - Waldemar Balcerowski

 Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe

w tym domu wszystko było już stare koślawe i przygarbione

jak starzec pochylone czasem

żyjące doprawdy jakimś cudem


jeszcze z sosnowych belek nie wywietrzał całkiem zapach

żywicznego lasu jeszcze dach kryty strzechą

choć omszały i potargany od wiatru

chronił siebie tylko wiadomym sposobem

z lękiem patrzących w górę domowników

jeszcze olbrzymie głazy granitowe znaczyły

jak dawniej cztery strony świata

i ganek z kolumienkami sień szeroka chłodna

wiodły przychodzących do tutejszej drogi

ale już cień gruszy ulęgałki mężniał i wyrastał

nad szczyt dachu i gniótł go do ziemi

już jesiony w rozwarte ręce chwytały

odłamki nieba kradnąc światło i błękit

ale już nie te drzewa niebo i pola

których kiedyś był dopełnieniem

stanowiły nowy krajobraz nie był

już częścią tamtej natury bezpowrotnie

wygnanej z raju eternitu



wtorek, 7 kwietnia 2026

3 - Waldemar Balcerowski

 Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe

Krępianka rzeka w czasach dawnych

nieoszczędna w wodę i rozlewna

z tej racji przyozdobiona na złoto kaczeńcami


niegdyś dość obficie zasilana toksyną

z geesowskiej piekarni wytwórni oranżady i eskaeru

stąd i chętnie porastała jej brzegi pałka wodna


nad wodą unosiła się czasem

dziwnie nieokreślona woń - ni to nieświeżej ryby

ni to lipcowego wychodka

ale niejeden wyrostek ryzykując wizytą u skórnego

pluskał się w jej toni i zażywał błotnych kąpieli


w letnie upały wszystkie stworzenia

ciągnęły do koryta rzeki

dwu- czteronożne dwuramienne dwuskrzydłe

ssące gryzące i plujące


był to prawdziwie rajski koncert w dolinie rzecznej

podczas którego ryczenie krów rżenie koni i gęganie gęsi

kwakanie kaczek łączyło się z ludzkim wołaniem i rozmową


poniedziałek, 30 marca 2026

2 - Waldemar Balcerowski

 Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe

tyle razy myślałeś że wyjedziesz stąd

nie wracając jak wielu

to twoje i ich święte prawo mówiłeś

zresztą cóż cię tu trzyma jeśli nie konieczność


lekkość świtu obietnice poranka

młodość świata o zbyt wczesnej porze

czasem niskie spiętrzenia chmur

nad głową ich czuła przysłona

pozwalały widzieć twój zamiar

na moment w całej ostrości


wystarczyło zamknąć za sobą

skrzypiące drzwi od sieni

i schować w mankietach koszuli

zbyt kanciaste dłonie

a niezgrabne maniery

przyczesać jak niesforny kosmyk


o naiwności granicząca z cudem

o sztuczny kogucie przystrojony barwnie

w nie swoje piórka przed tobą były jeszcze

ciemne noce by zrozumieć istotę rzeczy




sobota, 21 marca 2026

1 - Waldemar Balcerowski

 Wiersz z tomu: Dni stare, dni nowe

zaledwie meble zasłonięto pokrowcem

i nowożeńcy rzekli za progiem: Valete!

ledwie kareta wjechała w gościniec

kołami pisząc znaki pożegnalne

a już od wiosek pól rzek i lasów

wiatr jak opętany zaczął siejbę strachu


choć nie wiedzieć czemu wszak zarządca mienia

pełni nadzór solennie i jego raporty

to wzór buchalterii istne poematy

zboże urodzajne wciąż tu daje ziemia

stawy dworskie ryb pełne zapełnione gumna

i chłopi grosz ostatni w karczmach przepijają


tylko wiek dziewiętnasty krwawi z wschodniej strony

więc chmurą zbyt czarną horyzont przysłonił

z niej prosty lud wierzy kolos się wyłoni

co nad ziemskie dobra wzniesie swoje ramię

z zaciśniętą w pięść mocno chłopską twardą dłonią



wtorek, 10 lutego 2026

uśmiech - Majka Sotowicz

 Wiersz ze zbioru: Słowa jak motyle

 Uśmiech nie kwaśny

i nie przejrzały

- opis uśmiechu doskonały

nawet ich zapach

przywołał w pamięci

czyżby całować jej usta go nęci? 

 

poniedziałek, 19 stycznia 2026

młyn Stefana Lipca - Waldemar Balcerowski

Wiersz z tomu: Rzeczniowskie notacje 

 zanim z powodu mgły

stanie się wprost n i e d o r z e c z n y

i noc swą magiczną sztuczką

uczyni go niewidzialnym

patrzy na świat dwoma rzędami okien

 

milczenie mu nie przystoi

nie przydaje splendoru

jakby ktoś zakrztusił się rybią ością

i nie mógł wydobyć głosu

 

gdzie te czasy gdy przed nim

hurkoczącym monstrum

przyśpieszały co płochliwsze koni

 

gdy znaczył bielą wozy konie i ludzi

w tym uniform młynarza

jowialnego pana o donośnym śmiechu

pogromcy demona strachu

 

bo też znaleźć się w jego rozedrganym

świszczącym wnętrzu pośród

hałasu mlewników i klekoczących pasów

czyż to dla dziecka nie był akt

niepojętej odwagi

 

teraz młyn milczy

choć nie rzekł ostatniego słowa

dusza z niego nie uszła t r w a

w kamiennych murach