GMINNA I POWIATOWA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W RZECZNIOWIE

piątek, 20 września 2024

Piosenka gryka - Wanda Chodorowska

Wiersz ze zbioru: Myśli Rymowane

 

Piosenka "gryka"

Jak zegar tyka,

Dobrze taktuje,

Każdy to czuje.

 

Piosenka z żyta

Wcale nie pyta

Czy ją kto czuje,

Tylko walcuje.

 

Piosnka "pszenica"

Wszystkich zachwyca,

Migają spodnie,

Tańczy spódnica.

 

Sunie ochoczo

Jęczmień browarny,

Za nim dziewczyna

Z chłopakiem śwarnym.

 

Piosenka "owies" 

To tupot owiec

i ciepła wełna

Uciechy pełna.


Piosenka z "siana",

Polka "drygana"

Moja kochana,

Tańczmy do rana!


Piosenka z chmielu

Dąży do celu,

Wciąż chce tańcować,

Pragnie całować.


Piosenka "trawa"

Piękna zabawa.

Tańczmy do rana!

Moja kochana!


            Warszawa, 2002.07.14



środa, 4 września 2024

Karczma żyda Bencyjo - /bea/

 Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie. Rzeczniów 2003

Jeśli będziecie kiedyś w Rzeczniowie to podejdźcie koniecznie na Bakalarzową Górkę. Spytacie gdzie to jest? Każde dziecko to powie, a ile z nią związanych historii. Starzy ludzie tak o niej opowiadają.

Dawno, bardzo dawno temu przy drodze wiodącej do Grabowca nieopodal rzeczki Krepianki na Bakalarzowej Górce stał dwór Małachowskich. I to jest prawda. Prawdą jest, że była tam opodal karczma żyda Bencyjo. Złą miała sławę. Miejscowe kobiety już nie raz płakały na swych mężów i narzeczonych. Żyd był chciwy, łasy na grosz ciężko przez chłopów zapracowany.

A, że w długie jesienne i zimowe wieczory na wsi bywało nudnie, to tu w karczmie wrzało. Żyd Bencyjo umiał zatrzymać gości u siebie. Chłopi grywali w karty, żyd wieczorami grał na skrzypcach, tu można było wysłuchać ciekawych historii ze świata.

W takie wieczory żydowi pomagała córka Rut. Piękna czarnooka, zawsze wesoła, uśmiechnięta. Nie tylko dla trunków i zabawy, ale także do pięknej Rut lgnęli mężczyźni. Przesiadywali w karczmie całe dnie i "zostawiali cały swój skromny majątek".

To też stało się, jak mówi przekaz, z młodym Józkiem mieszkającym przy drodze do Grabowca. Józek co wieczór zatapiał oczy w młodej szynkareczce, która uśmiechała się do niego, lecz nie robiła mu żadnych nadziei. Kiedy okazało się, że młoda Rut woli majątek bogatego kupca z Iłży, wlewał w siebie coraz więcej gorzałki.

Pewnego wieczoru założył się ze swoimi kompanami, że wypije 15 kufli piwa i jeszcze przed północą trafi do domu. Chciał tak zapomnieć o pięknej szynkareczce. Piwo wypił, zakład wygrał, ale do domu niestety nie trafił. Zdarzało mu się nie wrócić do domu na czas, toteż bliscy zaczęli go szukać dopiero dwa dni później. Dowiedziano się o zakładzie, toteż szukano go wpierw przy drodze do domu. Jego ciało znaleziono w moczarach nieopodal lasu kolonijnego. Nie mieli później spokoju goście żyda Bencyjo. Straszyło przed karczmą i w miejscu, gdzie utopił się Józek. Padł strach na okolicę. Karczma miał nadal powodzenie, bo przecież gdzieś trzeba było omówić ten nieszczęśliwy wypadek, jednak chłopi nie pili już takiej ilości trunków i nie przesiadywali do późna w nocy. By uspokoić sumienia kompani Józka zamówili mszę za duszę topielca i postanowili postawić kapliczkę w pobliskim lesie.

Upłynęło wiele lat od czasu tamtego zdarzenia. Ale do dziś dnia opowiadają o dwu zjawach, które ukazują się w okolicach moczar tym, którzy nadużywają alkoholu. Powiadają też, że biednego Józka sam czort włóczy po moczarach, a włóczyć go będzie do czasu, gdy "kawalircoki" z okolic - chłopaki dziarskie i harde, skłonne do zwady nie opamiętają się.

A czy to możliwe?

piątek, 23 sierpnia 2024

szalały - Majka Sotowicz

 Wiersz ze zbioru: Słowa jak motyle

 

rozkrzyczane JA

udaremniło mi

wysłuchanie

wdzięcznych treli

skowronka

 

ptaszek nieświadomy

uwikłania mych myśli

pokręcił główką

i bezgłośnie wzbił się

wysoko w górę

 

straciłam go z oczu

a myśli wciąż

szalały

 

 

 

czwartek, 1 sierpnia 2024

Jak powstała Krępianka? - Sebastian Bajon

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie przez Sebastiana Bajona, uczenia kl. V PSP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 

 

Dawno, dawno temu pewien szlachcic postanowił założyć młyn wodny. Miał wielu dłużników. Zwołał ich wszystkich i tak do nich powiada:

- Zbudujcie mi zaporę, to umorzę wam długi, które jesteście mi winni. Zgodzili się na to chłopi. Zaraz zaczęli zwozić ziemię. Budowa trwała przez trzy lata, ale gdy tylko skończyli chciwy szlachcic rozkazał wybudować im młyn.

I z tej umowy chłopi się wywiązali, licząc - po po cichu, że taniej będą płacić za przemiał zboża. Oj przeliczyli się! Bowiem płacili tak samo jak wszyscy, ale również ciągle musieli narabiać u złego szlachetki.

Zbudowali więc i spalili młyn wraz z jego właścicielem.

Gdy spłonął, ludzie zaczęli tworzyć zbiorniki na płynącą wodę. Jednak po kilku latach woda w stawach zaczęła się podnosić, tak że wypływała na pobliskie pola, czyniąc wiele szkód. Zaczęto żwawe rozkopywanie ziemi pod koryto rzeki. Kiedy dokopano się już do pól Jelanki, przestano kopać i wypuszczono wodę ze zbiorników. Jednak woda ciągle stanowiła zagrożenie dla łąk, pól i domostw Rzeczniówka i Rzeczniowa. Wszyscy ponowili prace. Kopano aż do Krepy Kościelnej, tam okazało się, że ludzie z tamtych okolic też kopią koryto rzeczki dla płynących tam strumieni. I tak nastąpiło połączenie koryt kopanych przez Rzeczniowiaków i Krępian. Rzekę nazwano Krępianką z dwóch powodów.

Pierwszy z nich to taki, że płynie ona przez Krępę kościelną, drugi zaś, to taki, że rzeczka jest kręta i woda bywa w niej spieniona.

Nazwa mogła powstać od słów Krę-pianka.

Starsi ludzie powiadają u nas tak: "Płynie Krępianka po wiejskiej krainie, napotkała w Solcu Wisłę, pewnie jej nie minie".

 

wtorek, 23 lipca 2024

pytanie - Waldemar Balcerowski

  Wiersz ze zbioru: Rzeczniowskie notacje

 

 komary a po cóż one są?


żeby przypominać o wodzie stojącej

w mokradłach i czarcich rowach

o rzece kiedyś rechoczącej od żab zielonych

a teraz cichej uśpionej jak wieś

o ostrych jak miecz trawach

i legionach pokrzyw wrastających

w najtwardszy kamień


żeby lgnęły do naszych oczu

gdy stoimy pod ciężką od owoców jabłonią

i sądzimy przez chwilę że oto poznamy więcej



 

 

poniedziałek, 15 lipca 2024

Legenda o Rzeczniowie - Patryk Rogala

Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie przez Patryka Rogalę, uczenia kl. V PSP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 

Na obszarze łąk i bagien pól rzechowskich poprzez pola Jelanki i dalej płynie rzeczka, jako dopływ Wisły. Ze źródeł tych łąk bierze ona swój początek, tak samo jak ta legenda.

Od południowej strony biegu krętej rzeczki wznosi się legendarna góra zwana "Bakalarzową", nazwana tak od obecnie mieszkających tam właścicieli - gospodarzy. Na tej górze, o czym świadczą pozostałości po fundamentach, stał niegdyś piękny pałac zamieszkały przez dziedzica i jego rodzinę. Dziedzic ten miał piękną córkę, której rękę wraz z bogatym posagiem był gotów oddać zacnemu kawalerowi. Lecz dziewczyna nie chciała żadnego wybranego z wybranków ojca. Wszystkie wolne chwile spędzała u podnóża góry na okolicznych łąkach, gdzie w porze letniej biedni chłopi wypasali bydło z okolicznych osad. Lubiła lud prosty i ubogi, od nich nauczyła się wielu czynności, jak wyplatać kosze z wikliny czy robić z wierzby piszczałki. Nie chciała marnować czasu na łatwym życiu i zbytkach w pałacu. Mimo usilnych zakazów ojca wymykała się na całe dnie do swych ubogich przyjaciół, a że miała miała dobre serce, pełne miłości i współczucia dla ludzi wszyscy bardzo ją lubili. Łąki usłane były kwieciem niczym olbrzymi kobierzec. dziewczyna zrywała kolorowe kwiaty, plotła z nich różnobarwne wianki i siadając przy brzegu strumyka puszczała je na wodę z nadzieją, że gdzieś daleko zobaczy je ten, który naprawdę będzie jej się podobał. Za każdym też razem wpatrując się w nurt rzeki pytała ją cichym głosem: "Rzeko, rzeko czy tego ranka nie widziałaś mojego wianka?", ale wciąż odpowiadało jej echo. Ludzie przysłuchujący się jej słowom, łącząc tylko pierwszy i ustani wyraz jej pytania do ruczaju nazwali dziewczynę Rzekowianką. Z upływem czasu inni wieśniacy przekazując sobie tę opowieść z pokolenia na pokolenie przekształcili imię dziewczyny z Rzekowianka na Rzeczniowianka i od jej przydomka w dolinie dzisiejszej rzeki Krępianki powstała duża osada nazwana Rzeczniowem.

A co się stało z dziewczyną? - zapytacie.

Któż to wie, może ojciec wydał ją za mąż za bogatego dziedzica, a moze znalazła tego, którego szukała nad wodą? A może trafiła do ludzi, z którymi spędzała tak wiele swych chwil opuszczając pałac ojca dziedzica? Może dała początek którejś kolejnej osadzie odchodząc gdzieś w nieznane. Jest tyle niewyjaśnionych do końca przecież legend, ale po niej coś pozostało, pozostała legenda o Rzeczniowie.

 

 

 

czwartek, 4 lipca 2024

Wiatr - Elżbieta Sobólska-Majewska

Wiersz z książki: Wiersze z rękawa 

 

Czasami - śpiewa z nami,

a innym razem

przycupnie za głazem

i ani mru-mru.

Albo znów - to tam, to tu

szeleści, szumi, wieje.

 

Co się wtedy dzieje?...

 

poniedziałek, 24 czerwca 2024

Obrachunek - Wanda Chodorowska

Wiersz ze zbioru: Myśli Rymowane

 

W dzieciństwie, gdy miałam pięć lat

Wierzyłam, że jeden jest świat.

Jeden Pan Bóg, jedna Ziemia;

Jedno słońce świeci...

Jedna ludzka rodzina - "boskie dzieci"

Wśród której żyje tylko jeden mało uczciwy

Mój wuj.

 

Gdy miałam już dziesięć lat,

Wierzyłam w ten sam świat,

Czyste niebo, słońce grzejące,

"Boskie dzieci" nadzieję mające

Na lepszy byt, ale widziałam także

Już dwa, splamione błotem,

Węże zła.

 

Gdy miałam piętnaście lat

Nie zmienił się mój piękny świat

 Radością pałałam, bo wyjechałam,

Żeby się uczyć, a to tylko dzięki jednej,

Zupełnie obcej, niezwykle życzliwej osobie.

Tak się cieszyłam, ludziom wierzyłam

Wszystkich kochałam i nie widziałam

Na świecie zła.


Gdy miałam osiemnaście lat, nagle,

W moich oczach sczerniał świat.

Słońce też grzało tej jesieni,

Ale los ludzki się odmienił.

Nic z tego nie zrozumiałam,

Roje rozwścieczonych ludzkich szerszeni.

Padali ukąszeni, zabici, zranieni,

Odjeżdżali skuci, drżeli aresztowani,

Jęczeli ranni, wygnani, osieroceni,

Spaleni, godności pozbawieni,

Psychicznie zmiażdżeni i osłupieni,

Brzękiem zjadliwych szerszeni.


Zrozumiałam wtedy,

Że to nie kąśliwe głupie owady,

Nie jakieś jadowite gady,

Ale "boskie dzieci" - nasi sąsiedzi

Są naszym nieszczęściem.

To ich wojenny styl niedźwiedzi

Powalił nas, pokonał, upokorzył,

Pokaleczył i przerzedził.


Stop! Pomyślałam. - Hola!

środa, 12 czerwca 2024

Legendy o Jelance - Jagoda Tracz, Karolina Letkiewicz

 Opowieść zgłoszona na konkurs Gawęda Regionalna GiPBP w Rzeczniowie, Rzeczniów 2003. 


Bardzo podobne w swej treści są legendy o Jelance. Jagoda Tracz pisze, to co zasłyszała z opowieści swej babci.


Dawno temu moją rodzinną miejscowość otaczała wielka puszcza. Żyło w niej mnóstwo Jeleni. Chcąc przedostać się do innej części lasu przechodziły stadami, udeptując drogę. Z czasem po obu stronach tej drogi ludzie pobudowali domy. Tak powstała wieś Jelanka. Później mieszkańcy wsi zaczęli wycinać drzewa i jelenie zakończyły swoje wędrówki. Przeniosły się na inne tereny.


Natomiast wersja o Jelance Karoliny Letkiewicz brzmi następująco:

Jak mówią najstarsi mieszkańcy Jelanki przed wieloma latami zwano ją "Jelonką". Jelonka porośnięta była lasem, w którym były jelenie. Podczas wiosny i opadów tworzył się tam strumień. Brał on początek od strony Sienna. Przepływał przez pola i zabudowania mieszkańców wsi. Podczas upalnych dni jelenie przychodziły pić wodę ze strumienia, niedaleko mojego domu. Jelenie przychodziły aż z lasu od strony Gozdawy, ponieważ nie było tam zbiorników wodnych. Podczas swych wędrówek wydeptały ścieżkę, w miejscu dzisiejszej drogi, wydeptanej przez jelenie. Gdy Jelonka była już zabudowana, mieszkańcy zaproponowali żeby ją ochrzcić i uzgodnili, że dadzą jej nazwę Jelanka, którą nosi do dziś dnia.

Pierwszymi mieszkańcami Jelanki był m.in. mój pradziadek, kowal, później rodzina Bartkiewiczów. I tak powstała miejscowość, w której mieszkam.


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Jak ułożyć się z domowym pająkiem? - Waldemar Balcerowski

 Wiersz ze zbioru: Rzeczniowskie notacje

 

Pająk, w przeciwieństwie do ludzi, nie lubi miotły.

A przecież kiedy snuje nić, wpisuje się w porządek świata

tak, jak postrzegają go ludzie. I kiedy przygotuje swój stół

do uczty w rogu pokoju, za firanką, dba o ład w domu

bardziej niż myśli. Bez jego lekkiej jak mgiełka pieczęci

nic nie jest ważne: ani święty obrazek, ani olej na płótnie,

ani stare mahonie w pokoju gościnnym.

Dlatego dajmy mu spokój podczas snu i nie wtrącajmy się

w jego życie osobiste. Jeśli, otwierając oczy, dostrzeżemy

jak pająk żwawo sunie po ścianie, powiedzmy sobie:

Cóż jest warte życie bez nici pajęczej?

To tylko jest kredyt bez żadnych poręczeń.